Wszewilki naszego jutra - czyli
poprzez marzenia ku szczęśliwszej rzeczywistości
(dwujęzycznie, po angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
3 marca 2008


Kliknij "X" lub "No" jeśli sabotażująca plansza rzekomych błędów usiłuje przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Wszewilki jutra

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Miasto Milicz

Św. Andrzej Bobola

Bitwa o Milicz

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Wrocław

Malbork

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Zło

Antychryst

O Bogu

Nirwana

Biblia

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(English here:)

Wszewilki of tomorrow

Wszewilki

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wrocław

Malbork

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Evil

Antichrist

About God

Nirvana

The Bible

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Korea

Hosta

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]:


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

energia.sl.pl

members.fortunecity.com

milicz.fateback.com

morals.t35.com

propulsion.250free.com

storm.prohosting.com/craters

timevehicle.150m.com

ufonauci.w.interia.pl

www.totalizm.pl

bandits.netfast.org

energy.atspace.org

two.xthost.info/evidence

evil.thefreehost.biz

evolution.prohosts.org

god.43i.net

god.ez-sites.ws

gravity.my-place.us

healing.happyhost.org

karma.freewebpages.org

karma.phpnet.us

parasitism.about.tc

rubik.hits.io

wroclaw.s4u.org




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 4".)


Istnieje jedno miejsce na świecie, w którym marzenia się wypełniają. Miejscem tym jest niezwykła wieś Wszewilki (opisana na odrębnej stronie). Ja osobiście wierzę, że powodem dla którego marzenia się tam wypełniają, jest że podczas pobytu we Wszewilkach doświadcza się "dotyku nadprzyrodzonego". Oczywiście, sceptycy powód ten zapewne wytłumaczyliby odmiennie. Przykładowo, że z powodu twardej rzeczywistości życia, a taże z uwagi na bliskość do natury, we Wszewilkach marzenia zawsze są realistyczne i zawsze twardo stoją one na ziemi. Z kolei ludzie wyrośli w owej wiosce wbudowali w swój charakter umiejętność urzeczywistniania własnych marzeń. Jak by się powodu owego nie tłumaczyło, faktem jest że najważniejsze marzenia z Wszewilek zawsze się wypełniają. Dlatego za pośrednictwem tej strony chciałbym ujawnić co mi osobiście się marzy dla samych Wszewilek. Znaczy, jak w moich marzeniach wygląda przyszłość owej wioski. Przyszłość ta wysyntezowała się bowiem wyraźnie w moim umyśle z owych licznych podróży po świecie jakie bez przerwy odbywam, oraz jakie pozwoliły mi odnotować to co w życiu jest najważniejsze. Pisząc tą stronę wierzę również, że poprzez ujawnienie tych swoich marzeń spowoduję iż kiedyś w przyszłości one także zdołają się wypełnić. Ponadto wierzę, że poprzez wyjaśnienie tutaj jak mogłaby wyglądać przyszłość Wszewilek, stworzę mieszkańcom tej wioski jakiś dalekosiężny cel, ku osiągnięciu którego mogą teraz zacząć systematycznie zdążać i pracować.


Część A: Informacje wprowadzające tej strony:

      


#A1. Dlaczego warto pomarzyć o lepszym jutrze dla Wszewilek:

       W większości przypadków kiedy ktoś osiąga sukces życiowy, inspiracją i siłą motoryczną dla działania zawsze najpierw były jego marzenia. Wszakże zanim zaczniemy do czegoś zdążać, najpierw musimy stworzyć sobie w umyśle obraz tego co zamierzamy. Na dodatek, we Wszewilkach marzenia zawsze się wypełniają. Warto więc abyśmy wspólnie pomarzyli teraz o szczęśliwszym jutrze dla tej wioski. W ten sposób z jednej strony wyzwolimy nadprzyrodzone moce które urzeczywistniają marzenia podjęte we Wszewilkach. Z drugiej zaś strony, poprzez ustanowienie sobie wyraźnego celu w jakim warto zdążać oraz obrazu tego co chcemy osiągnąć, wszyscy zaczniemy teraz podświadomie zmierzać do ich urzeczywistnienia.


#A2. Aby się rozwijać trzeba mieć wizję na przyszłość - ta strona jest właśnie taką wizją dla Wszewilek, Milicza, Sławoszewic, oraz innych okolicznych miejscowości:

       Ludzie i instytucje które nie mają wizji na swoją przyszłość, po prostu żyją z dnia na dzień. Jako więc tacy, po prostu się kurczą. Aby móc się rozwijać, trzeba mieć wizję. Ta strona jest więc rodzajem wizji dla Wszewilek oraz dla innych miejscowości z okolic Milicza.


#A3. Symbolika tej strony - jej opublikowanie z okazji spełnienia się kolejnego mojego dziecięcego marzenia z Wszewilek - tj. zasłużenia na uzyskanie pełnej profesury uniwersyteckiej:

Motto: "Raz profesor, zawsze profesor."

       Od długiego już czasu nie mogę się powstrzymać przed odnotowaniem analogii moich osobistych losów, do losów wsi Wszewilki. Tak bowiem się składa, że podobnie jak wieś Wszewilki jest od kilku wieków zawzięcie prześladowana przez wysoce złośliwe szatańskie moce, również i moje osobiste życie te same moce bez przerwy starają się zepchnąć w dół. Z wyraźną też pomocą i obroną ze strony Boga, podobnie jak wieś Wszewilki zawsze jakoś zdoła się otrząsnąć z beznadziejności sytuacji w jaką owe mroczne moce i ich agenci ją spychają, także i ja po przejściowych kłopotach zawsze podnoszę się ponownie na nogi i odzyskuję pozycję której moce owe mnie pozbawiły. To właśnie owe nieustanne poraźki tychże mrocznych mocy w pogrążeniu zarówno Wszewilek jak i mojej osoby spowodowały, że postanowiłem napisać tą stronę i włączyć do niej niniejszy punkt. Wszakże wymowa tego punktu jest absolutnie jednoznaczna. Z jednej strony potwierdza ona informację którą Bóg przekazuje nam za pośrednictwem Biblii, mianowicie z całego serca Bogu zaufaj - patrz Księga Przysłów, 3:5. Z drugiej zaś strony, niniejszy punkt jeszcze raz potwierdza, że wszelkie realistyczne i moralne marzenia podjęte we Wszewilkach zawsze w końcu się wypełniają.
       Kiedy ciągle jako mały chłopiec biegałem w krótkich spodenkach do najróżniejszych szkół z okolic Wszewilek, z jakichś powodów ogromnie mnie fascynował tytuł "Profesor" którym wówczas nazywaliśmy swoich nauczycieli. Wiedziałem już wówczas, że owo tytułowanie w szkołach jest czysto grzecznościowe, oraz że faktyczni Profesorowie istnieją tylko gdzieś tam w dalekim świecie na prawdziwych uniwersytetach. Marzyłem więc, że pewnego dnia ja sam stanę się takim prawdziwym profesorem na jednym z ważniejszych uniwersytetów dalekiego świata. Oczywiście, kiedy podjąłem bezkompromisową walkę z szatanskimi okupantami skrycie pastwiącymi się nad naszą planetą, logika mi podpowiadała że niweczę w ten sposób wszelkie swoje szanse na faktyczne wypełnienie się tego marzenia. Jednak ku mojemu niewypowiedzianemu zaskoczeniu Bóg spowodował wypełnienie się i tego marzenia. W ten sposób Bóg jednocześnie zademonstrował mi w najbardziej namacalny sposób jaki tylko jest możliwy spełnienie swojej obietnicy zawartej w Biblii nakazującej "z całego serca Bogu zaufaj". Zostałem bowiem zaproszony przez jeden z wiodących uniwersytetów na stanowisko pełnego profesora. Tytuł (pełnego) profesora jest najwyższym tytułem w świecie akademickim i nie ma już nic wyższego od niego. Zaproszenie to opiewało na okres 10 miesięcy, zaczynając 1 marca 2007 roku, a kończąc 31 grudnia 2007 roku. Przez owe 10 miesięcy 2007 roku wypełniły się więc moje dziecięce marzenia z Wszewilek, aby zostać "prawdziwym profesorem" na jakimś ważnym uniwersytecie z dalekiego świata.
       Oczywiście, w moim osobistym przypadku wypełnienie się tego marzenia faktycznie graniczyło niemal z cudem. Wszakże za sprawą owych szatańskich okupantów skrycie pastwiących się nad naszą planetą, przykładowo w kraju który los mi wyznaczył na moją drugą ojczyznę, bez przerwy albo jestem na bezrobociu, albo też wprawdzie pozwala mi się pracować, jednak wyłącznie na najniższych posadach jakie ciągle są tam dopuszczalne dla osoby z moją ekspertyzą oraz doświadczeniem zawodowym. Owe mroczne moce bez przerwy też starają się mnie trzymać w miejscach pracy jakie leżą znacznie poniżej moich faktycznych możliwości, oraz które uniemożliwiają mi realizację moich wynalazków.
       Trudno być w gorszej sytuacji od tej w jakiej ja byłem po straceniu pracy w dniu 23 września 2005 roku. Zbliżałem się wówczas do wieku 60 lat, czyli byłem bliskim do emerytury. W takim zaś wieku nikt chętnie nie zatrudnia już danego pracownika. Ponadto, kraj w jakim mieszkałem był też wówczas w środku poważnej depresji ekonomicznej (na przekór że miejscowa propaganda wmawiała ludziom coś zupełnie odwrotnego). Praktycznie nie było więc miejsc pracy. Na dodatek, padłem też ofiarą wysoce reprezentatywnego "tricku" dzisiejszych polityków, którzy własną nieudolność i ekonomiczne rujnowanie kraju propagandowo zamieniają w rzekomy sukces. Aby zaś owa ich "propaganda sukcesu" wyglądała na prawdę, wymyślili oni sobie sposób na propagandowe zmniejszenie bezrobocia. Mianowicie, opracowali oni "biurokratyczną definicję bezrobotnego". Zgodnie z tą biurokratyczną definicją, bezrobotny to osoba która pobiera zasiłek dla bezrobotnych. (Warto tutaj podkreślić rozbieżność owej biurokratycznej definicji z faktami z prawdziwego życia. Wszakże w prawdziwym życiu bezrobotny to każda osoba chcąca pracować, której jednak społeczeństwo albo władze odmawiają dostępu do miejsca pracy i prawa do wypracowania dla siebie godziwego źródła utrzymania.) Dzięki zaś owej biurokratycznej definicji bezrobotnego, rządzący politycy danego kraju są w stanie chwalić się społeczeństwu że zredukowali oni bezrobocie do bardzo niskiego poziomu. Wszakże jeśli przykładowo faktycznie aż ponad 20% ludności pozostaje bez pracy, jednak odpowiednimi zabiegami biurokratycznymi daje się spowodować że z tej liczby tylko około 3% ludzi w najbardziej beznadziejnych sytuacjach uzyskuje pozwolenie władz na pobieranie owego zasiłku dla bezrobotnych, wówczas tylko poprzez zmyślne używanie takiej "biurokratycznej definicji bezrobotnego" - zamiast definicji z prawdziwego życia, rządzący politycy danego kraju bez żadnego faktycznego działania są w stanie się pochwalić "zmniejszeniem" bezrobocia do tylko około 3%. Oczywiście, cenę za owo rzekome "zmniejszenie" musi ktoś zapłacić - tak się też stało że ja byłem jednym z owych płacących. Wszakże, aby tylko około 3% społeczeństwa miało prawo pobierać zasiłek dla bezrobotnych, politycy musieli nawymyślać tyle przeszkód legalnych dla ludzi chcących pobierać ów zasiłek, ile tylko się dało. W rezultacie, faktyczną szansę otrzymywania zasiłku mają głównie tylko ci bezrobotni, którzy faktycznie niemal mieszkają pod mostem, którzy uprzednio przepili i wydali na narkotyki wszelkie swoje oszczędności, którzy nie mają nikogo kto by ich mógł wspomagać, a jeśli się da, to którzy dodatkowo uzyskają poparcie jakiejś instytucji, np. psychiatrycznej lub więziennej.
       Na szczęście dla mnie, ów mroczny okres bezrobocia w okresie życiowej jesieni i to bez pobierania zasiłku dla bezrobotnych, został czasowo przerwany owym zaproszeniem na pełną profesurę. Marzenia o lepszej przyszłości jakie kiedyś kultywowałem, a także moje wysiłki realizowania tych marzeń spowodowały, że od dnia 1 marca 2007 roku aż do 31 grudnia 2007 roku, miałem nie tylko kolejną pracę, ale w koncu zostałem pełnym profesorem na renomowanym uniwersytecie. Aby ją więc uczcić, postanowiłem napisać niniejszą stronę internetową. Wszakże dla mnie praca ta była spełnieniem się dawnych marzeń. Nie miało też już znaczenia, że owo zaproszenie było tylko na okres 10 miesięcy, ani że było ono w specjalizacji naukowej przy której nadal NIE mogłem realizować swoich wynalazków. Ważne było że owa moja praca była pełną profesurą uniwersytecką, o jakiej marzyłem już od najmłodszych lat. Wszakże z zostaniem profesorem jest jak z zostaniem generałem, mianowicie raz profesor, zawsze już profesor. A przecież ta strona jest właśnie o naszych marzeniach, oraz o ich wypełnianiu się.


#A4. Realizacja naszych marzeń jest blokowana przez odwiecznych wrogów ludzkości, jednak na wrogów tych nie warto marnować nawet ogarka:

Motto: "Z całego serca Bogu zaufaj." (Biblia, Księga Przysłów, 3:5)

       Nasza planeta od zarania dziejów jest skrycie okupowana i wyniszczana przez szatańskie istoty, które kiedyś ludzie nazywali "diabłami", obecnie zaś nazywają "UFOnautami". Powód dla którego są one aż tak szatańskie i złośliwe został wyjaśniony dokładniej w punkcie #C9 odrębnej strony internetowej o wehikułach czasu, a także w punkcie #A2 strony internetowej o bandytach wśród nas. Faktycznie wszyscy się też boją owych istot. Wszakże są one jak wściekłe psy - gryząc i dokuczając każdemu kto tylko znajdzie się w zasięgu ich zębów i szponiastych pazurów. Nawet tzw. "ateiści" oraz ortodoksyjni naukowcy, którzy nie wierzą w istnienie czegokolwiek głębszego niż naturalna ewolucja czy obecne działanie klimatycznego "El Nino", też zostali zmuszeni aby uwzględniać złośliwości tych szatańskich istot w swoim postępowaniu. Chętnie więc skorzystali z podsuwanej im właśnie przez owe istoty naukowo brzmiącej bajeczki o istnieniu tzw. "Praw Murphy'ego" - po szczegóły tych praw patrz punkt #H1 strony o dowodach działalnoćci UFO na Ziemi. Owymi więc rzekomymi "Prawami Murphy'ego" tłumaczą oni teraz wszelkie złośliwości wyrządzane ludziom przez te szatańskie istoty. Dawniej ludzie również starali się jakoś zabezpieczać przed złośliwością owych sekretnych okupantów i eksploatatorów Ziemi. Wymyślili więc zasadę, że kiedy "dobremu Panu Bogu dawali świeczkę w ofierze, tak na wszelki wypadek owym złośliwym diabłom dawali ogarek".
       Od czasu kiedy ja za pośrednictwem filozofii totalizmu rozpocząłem bezkompromisowo demaskować skrytą obecność na Ziemi owych brutalnych okupantów naszej planety, na mojej osobie skupiła się cała ich furia. Faktycznie jestem przez nich maltretowany niemal bez przerwy. Jak to wyjaśniłem na licznych stronach i blogach totalizmu, np. o bandytach w naszym gronie czy o zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO, a także na blogu totalizmu, nie ma takiego sposobu sprawienia mi jakiejś przykrości, którego owe bandyckie istoty by na mnie nie wypróbowały. I tak rujnują mi zdrowie podczas nocnych uprowadzeń do UFO, prześladują moją rodzinę i moich bliskich, opluwają moją osobę i mój totalizm na setkach list dyskusyjnych i stron internetowych, powodują nieustanne usuwanie mnie z pracy, mącą w każdym przypadku kiedy staram się złożyć podanie o jakąś godziwe miejsce zatrudnienia, a nawet zamordowali mi jakimś futro palącym promieniowaniem mojego niczego niewinnego im kota Teecee. Nic więc dziwnego, że po spowodowaniu iż zostałem zredukowany z ostatnio zajmowanego stanowiska na uczelni, byłem pełen obaw, że również i w sprawie mojego zaproszenia na opisaną w punkcie #A4 powyżej pełną profesurę uniwersytecką, owe szatańskie istoty coś wymyślą aby przeszkodzić mi w objęciu tej zaszczytnej posady. Wszakże na krótko przed tym istoty te zademnstrowały mi jak potrafiły cofnąc czas do tyłu oraz w nowym upływie czasu skasować ogłoszenie o pracę na AUT, na jakie starałem się złożyć podanie (dokładna historia kasacji tamtego ogłoszenia wyjaśniona jest w punkcie #C6 (przypadek 2) strony internetowej o wehikułach czasu). Bóg zaś nas stworzył w taki sposób, że tendencję do wątpienia mamy wpisaną w naszą naturę. Na przekór więc, że wiedziałem o nakazie z Biblii opisywanym w poprzednim punkcie #A4, tj. "z całego serca Bogu zaufaj." (Biblia, Księga Przysłów, 3:5), przygotowując się do objęcia mojej profesury cały czas się bałem, że owe szatańskie istoty jakoś zdołają mi przeszkodzić w objęciu tej wysoce honorowej i zaszczytnej pozycji.
       Faktycznie też owe szatańskie istoty użyły wszelkich mocy będących w ich dyspozycji, aby uniemożliwić mi objęcie tej profesury. Wszakże wiedziały, że kiedy się okaże iż dostąpiłem aż takiego zaszczytu, ludzie przestaną zważać na owe bzdury które wypisują oni na mój temat w internecie. Dlatego kiedy tylko stało się jasne że zostanę zaproszony do objęcia owej profesury, istoty te aż dwukrotnie uwolniły wirus "ptasiej grypy" - który mógł stać się zaczątkiem światowej epidemii. (Taka zaś światowa epidemia popsułaby wszystko, włączając w to i moją profesurę.) Najpierw w końcu stycznia 2007 roku, wirus ptasiej grypy został przez nie uwolniony w Japonii. Kiedy zaś tam sytuacja została opanowana i nie zdołał się on przerodzić w światową epidemię, na początku lutego 2007 roku te same istoty dokonały zmasowanego uwolnienia owego wirusa ptasiej grypy na ogromnej farmie indyków w Anglii. W międzyczasie istoty te blokowały też moje adresy amailowe aby utrudnić komunikowanie się pomiędzy mną oraz moimi przyszłymi pracodawcami. Przykładowo, kiedy wysłany mi został emailem najważniejszy dokument w sprawie tejże profesury, tj. zaproszenie do objęcia profesury - które wymagało mojego potwierdzenia, te szatańskie istoty spowodowały upadek całego światowego systemu internetowego. W rezultacie dokument ten do mnie NIE dotarł. Gdyby nie przypadkowy email od przyszłych pracodawców, o otrzymaniu zaproszenia nigdy bym się nie dowiedział, zaś moje milczenie zapewne by uznane zostało za odmowę. Owo nikczemne podłożenie mi świni zostało potem dokładnie mi wyjaśnione interwencją samego Boga. W nowozelandzkiej gazecie The New Zealand Herald (wydanie datowane w piątek (Friday), February 9, 2007), którą systematycznie czytam, na stronie A7 ukazał się bowiem artykuł "Attack of the zombie computers fails: a bid to bring down the worldwide web used a network of hijacked PCs" - tj. "Atak martwych komputerów zawiódł: ci co próbowali spowodować upadek światowej sieci internetowej użyli układu przejętych komputerów". W artykule tym wyjaśniono, że w czasie kiedy do mnie wysłany został ów ogromnie ważny email, cały światowy internet przestał działać, ponieważ ktoś niezidentyfikowany przejął kontrolę nad kilkoma komputerami jakichś gospodyń domowych i babci, oraz za pomocą owych komputerów zniszczył serwery węzłowe które sterują adresami internetowymi. Jakby wszystkiego powyższego było za mało, w środę dnia 21 lutego 2007 roku - czyli na tydzień przed objęciem nowej posady profesora, około godziny 3 nad ranem, zostałem uprowadzony do UFO gdzie zadano mi końską dawkę wirusa podobnego do grypy. Przez kilka dni leżałem powalony gorączką i niemal nieżywy. Ponownie jednak interwencją Boga moje ciało zdołało się z tego wykaraskać na czas pierwszego dnia w pracy. Oczywiście, o podkładaniu mi nieco mniejszych świń przez te szatańskie istoty tuż przed podjęciem profesury nie będą już tutaj nawet się rozpisywał (w rodzaju ponownego rozpołowienia moich paznokci podczas uprowadzenia do UFO - tak aby każde uderzenia klawiszy komputera było dla mnie bolesne, ponownego wysunięcie mi dysku w kręgosłupie - tak abym nie mógł chodzić w nowym miejscu pracy, ponownego odbicia mi ciała od kości na stopie - tak aby każdy krok był dla mnie bolesny, czy wydłubania nocą mojej plomby z zęba - tak abym zamiast pracować musiał umawiać się z dentystami, itp.). Nie wolno mi jednak pominąć opisu najpoważniejszego incydentu jakiego mściwi UFOnauci dopuścili się na mnie podczas uprowadzenia do wehikułu UFO około 4 nad ranem, czwartkowej nocy w dniu 15 marca 2007 roku. UFOnauci postrzelili mnie wówczas w brzuch jakimś swoim rodzajem broni produkującej wiązkę o extremalnie silnej energii. W wyniku tego postrzelenia ciało na moim brzuchu się po prostu rozpadło. Incydent ten opisałem dokładniej w punkcie #D3 (3) ze strony internetowej o karmie.
       Kiedy jednak w końcu podjąłem przyznaną mi pozycję profesorską - na przekór że UFOnauci dosłownie szaleli aby mi to uniemożliwić, było to dla mnie rodzajem szokowej ilustracji dla prawdy stwierdzenia Biblii "z całego serca Bogu zaufaj." (Biblia, Księga Przysłów, 3:5). Zrozumiałem wówczas, że faktycznie owe "diabły", czy "UFOnauci" - jak ich obecnie nazywamy, stanowią dla Boga rodzaj "rozwścieczonych psów" które Bóg trzyma na krótkiej uwięzi i absolutnie kontroluje. Chociaż więc owe psy szczekają jak szalone i kłapią zębami na każdego, są one w stanie pogryźć lub poturbować tylko tych ludzi których Bóg pozwoli im za coś ukarać. Kiedy zaś Bóg uważa że ktoś nie zasługuje na ich gryzienie, wówczas trzyma te psy na bardzo krótkiej uwięzi i nie daje im danej osoby ruszyć. To zaś praktycznie oznacza, że nawet jeśli logika podpowiada nam inaczej, faktycznie powinniśmy wierzyć w słowa Biblii "z całego serca Bogu zaufaj." Nie warto też marnować nawet "ogarka" na ofiary dla owych diabelskich istot. Wszakże wszystko co one chcą uczynić musi najpierw zostać zaaprobowane przez Boga. Bóg ma bowiem absolutną nad nimi kontrolę - na przekór że one same w Boga wcale nie wierzą.
       Opis historii podjęcia omawianej w tym punkcie mojej pełnej profesury włączyłem tutaj aż dla kilku ważnych powodów. Jednym z nich jest aby dodać otuchy tym ludziom, którzy mają marzenia, jednak przeciwko którym jakby cały świat się sprzysiągł. Jeśli bowiem będą działali moralnie, ich marzenia z całą pewnością Bóg w końcu spełni. Złych mocy nie ma się co przy tym obawiać - pozostają one wszakże całkowicie na łasce Boga oraz pod pełną Boską kontrolą. A to że wszystko w życiu przychodzi nam z trudnością - to tak już ma być. Wszakże Bóg chce nas wychować na twardych ludzi zahartowanych w walce o to co właściwe. Zgodnie z wolą Boga my mamy obowiązek dokładnie wiedzieć czego chcemy i mamy konsekwentnie obstawać przy swoim. Znaczy mamy być moralni z przekonania i zawsze, a nie tylko przez przypadek i tylko przy dobrej pogodzie. Innym powodem jest, aby ujawnić tutaj jak bezpodstawne są oczernienia które najróżniejsze "wilki w owczych skórach" wypisują w internecie na temat mnie oraz mojego totalizmu moralnego. Wszakże ludziom którzy faktycznie są tacy jak owe oczernienia stwierdzają, nie przyznaje się pełnych profesur na renomowanych uniwersytetach. Aby bowiem zostać pełnym profesorem trzeba być zatwierdzonym na tą pozycję przez rząd danego kraju, oraz trzeba przejść przez wymagane sprawdzenia jego służb specjalnych. Kolejnym powodem opisania niniejszej historii jest aby uczulić czytelników na fakt, że faktycznie na Ziemi działają skrycie owe "wilki w owczej skórze" szatańsko atakujące moja osobę i filozofię totalizmu. Chodziło bowiem o to, że nauczony przykrym doświadczeniem przeszłości, aż do stycznia 2008 roku nie zamierzałem ujawniać nikomu nazwy uniwersytetu na jakim zostałem pełnym profesorem. Jednak owe szatańskie istoty które mnie prześladują, porozgłaszały ową nazwę w internecie już w kilka miesięcy po moim objęciu tamtej zaszczytnej posady. A nazwy tej nie podałem nawet swojej rodzinie mieszkającej w Polsce. W przeszłości bowiem, kiedy miejsce mojej pracy było wszystkim wiadome, owe szatańskie istoty udawały że są "dobrymi obywatelami" którzy starają się ostrzegać moich pracodawców przed "niewłaściwymi poglądami" jakie wyznaję. Stąd w przeszłości owe istoty zasypywały moich pracodawców potokiem zarzutów i oczerniających emailów na mój temat. Oczywiście po objęciu owej profesury, istoty te starały się rozpętać podobne ataki. Jednak tym razem nawet z pisaniem takich emailowych paszkwili do moich pracodawców istoty te miały poważne trudności techniczne.


#A5. Jaki jest cel tej strony o marzeniach na temat przyszłości Wszewilek oraz przyszłości pobliskich Sławoszewic i Milicza:

       Cel tej strony jest bardzo prosty. Mianowicie za jej pośrednictwem chciałbym ujawnić czytelnikowi (1) o czym warto marzyć dla Wszewilek - czyli co we Wszewilkach oraz okolicznych miejscowościach jest warte osiągania, (2) co by się stało gdyby mieszkańcy Wszewilek oraz okolicznych miejscowości wspólnym wysiłkiem zdołali zrealizować te marzenia, oraz (3) jak z grubsza należałoby się zabrać za realizowanie tych marzeń. W ten sposób niniejsza strona wskazuje cele działań, jakich osiągnięcie jest możliwe - jeśli tylko mieszkańcy Wszewilek i okolicznych miejscowości włożą w nie odrobinę serca i determinacji. Oczywiście, poza nimi samymi nikt inny dla nich owych celów nie zrealizuje. Z kolei jeśli faktycznie zdołają się zmobilizować do osiągnięcia tychże celów, wówczas czekają ich określone nagrody moralne, w rodzaju zamożnego i szczęśliwego życia, uznania i poważania innych, sławy, autorytetu, itp.
       Wszystko w sprawie Wszewilek rozwija się obecnie w sposób publiczny. Wioska ta jest obecnie wszakże dyskretnie obserwowana i analizowana praktycznie przez cały świat. Przykładowo, kiedy w 2006 roku w wyborach samorządowych Gminy w Miliczu jacyś UFOnauci-podmieńcy "podłożyli świnię" kandydatowi reprezentującemu interesy Wszewilek, wówczas sprawa owej machlojki wyborczej dyskutowana była po cichu nie tylko w całej Polsce, ale praktycznie i na całym świecie. Czytelnik ma więc szansę osobistego sprawdzania co jakiś czas jak sprawy owej wsi tam postępują do przodu. Wszewilki zaczynają też gromadzić, a nawet już posiadają, dobrą dokumentację fotograficzną dostępną za pośrednictwem internetu. Jeśli więc mieszkańcy Wszewilek i okolicznych miejscowości zdecydują się podjąć realizację wskazywanych tutaj celów, wówczas będzie istniała wizualna kronika stopniowych transformacji jakim poddawane są owe miejscowości.
       Aczkolwiek z przyczyn sentymentalnych wieś Wszewilki jest centralną miejscowością której dedykuję opis zaprezentowanych tutaj marzeń o przyszłości, faktycznie wszystko co tutaj opisuję bezpośrednio dotyczy aż kilku miejscowości. Wszakże w przypadku osiągnięcia celów jakie tu wyjaśniam, korzyści odniosą zarówno miasto Milicz, jak wsi Sławoszewice i Wszewilki, a także cały szereg miejscowości je otaczających, takich jak Stawiec, Pomorsko, Godnowo, Duchowo, Karłowo, itp. Stąd chociaż to co tutaj opisuję z przyczyn sentymentalnych nazywam marzeniami dla wsi Wszewilki, faktycznie są to marzenia dla całego tamtego regionu i dla wszystkich zamieszkujących ów region ludzi.


Część B: Dostęp i obieg są kluczami do zasobności i szczęścia - wepnijmy więc Wszewilki i Milicz w drogowy obwód zamknięty oraz połączmy je razem okrężnym autobusem miejskim "ósemka":

       Tak! Chodzi tutaj o odbudowanie owego brakującego odcinka dawnego "Bursztynowego Szlaku" który aż do czasu budowy kolei żelaznej istniał pomiędzy Wszewilkami i Sławoszewicami. Z chwilą zaś kiedy ów odcinek drogi domykający obieg energii "chi" będzie gotowy - przyjdzie czas na puszczenie milickiego autobusu miejskiego po owym odbudowanym odcinku historycznej drogi. Autobus ten bez przerwy podążałby po trasie okrężnej, podobnej do trasy tramwaju "zerówka" z miasta Wrocławia. W ten sposób uformowałby on obieg energii "chi" po obwodzie zamkniętym. To zaś, zgodnie z regułami "Feng Shui" spowodowałoby wyłapanie i zatrzymanie przy Miliczu, Wszewilkach, oraz Sławoszewicach, zamożności i szczęścia które dotychczas ulatniały się z owych miejscowości.


#B1. Dlaczego zgodnie z chińskim "Feng Shui", dla zaktywizowania Wszewilek i Milicza konieczna jest obwodnica powielająca historyczny "Bursztynowy Szlak", oraz okrężny autobus miejski "ósemka" podążający po owej obwodnicy:

Motto: "Wszelkie moce natury służą ludziom tylko jeśli ci zdołają jakoś je przechwycić i skierować na cyrkulowanie po obwodzie zamkniętym. Na tej zasadzie działa elektryczność, radio, telewizja, silnik spalinowy, ogniwo telekinetyczne, lokomotywa, magnokraft, a nawet amerykański prom kosmiczny. Zgodnie ze starożytnym chińskim Feng Shui na tej zasadzie działa również zamożność, wzrost, szczęście osobiste, itp."

       Ciekawe czy czytelnik słyszał kiedyś o chińskim "Feng Shui". Nazwą ową opatrzona jest bowiem sekretna wiedza Chińczyków mająca swe korzenie w starożytności. Feng Shui wyjaśnia jakie fizykalne warunki muszą zostać spełnione, aby dane przedsięwzięcie ludzkie odniosło sukces. Na przekór więc, że wiedzy tej wcale NIE nauczają na jakimkolwiek oficjalnym uniwersytecie, w dzisiejszych czasach Chińczycy praktycznie nie podejmują żadnego działania bez uprzedniego skonsultowania swoich zamierzeń z kanonami owej wiedzy. Począwszy więc od umeblowania i konfiguracji swego mieszkania, poprzez zlokalizowanie domu, a kończąc na ustawieniu biurka w miejscu pracy oraz na zlokalizowaniu i konfiguracji samego przedsiębiorstwa, wszystko to w przypadku niewielkiej istotności realizowane jest przez Chińczyków w zgodzie z czyjąś osobistą znajomością kanonów "Feng Shui", zaś dla co bardziej istotnych przedsięwzięć wręcz odbywa się dopiero po uprzednim skonsultowaniu jakiegoś znanego "mistrza Feng Shui". Ja przez długi czas mieszkałem wśród Chińczyków. Wśród grona moich bliskich przyjaciół znajduje się także kilku mistrzów Feng Shui. Miałem więc sporo okazji aby poznać podstawowe kanony owej tajemniczej wiedzy. Po bliższym poznaniu okazuje się że dawna wiedza o Feng Shui jest dosyć klarowna i logiczna. Bazuje ona bowiem na obiegach nieznanych oficjalnej nauce ludzkiej rodzajów energii, które Chińczycy nazywają ogólną nazwą "chi". Owe energie "chi" zachowują się przy tym jak wszystkie inne rodzaje energii. Tyle tylko że są one inteligentne, oraz że przenoszą sobą najróżniejsze pozamaterialne wartości, takie jak powodzenie, szczęście, sukces, moc, wytrwałość, zdrowie, itp. Jedyny problem z ową energią "chi", że faktycznie wcale nie jest to jednorodny rodzaj energii, takiej jak np. znana nauce energia elektryczna czy energia fal głosowych. Faktycznie bowiem "chi" jest mieszaniną całego szeregu energii, część z których ma korzystny wpływ, część zaś niekorzystny. Każda też konfiguracja powoduje nieco różniące się zachowania każdej z owych odmiennych składowych energii "chi".
       Domyślam się że w Polsce niewielu ludzi wierzy owej starożytnej wiedzy Chińczyków zwanej "Feng Shui". Tym jednak czytelnikom którzy nie wierzą w owe "Feng Shui" chciałbym tutaj uświadomić, że przykładowo dwa stare polskie miasta i jedna prastara wieś, których konfigurację osobiście badałem i o których wiadomo że w przeszłości osiągnęły one znaczny sukces i zamożność, faktycznie budowane były zgodnie z zasadami Feng Shui. Miastami tymi był dawny Malbork oraz dawny Milicz, zaś wsią tą były dawne Wszewilki. Co jeszcze ciekawsze, znaczenie i zamożność owych miast i wsi upadły z chwilą kiedy przez jakieś historyczne zdarzenia zburzona w nich została owa gwarantująca sukces konfiguracja zgodna ze wskazaniami Feng Shui. Przykładowo, w odniesieniu do miasta Milicza i wsi Wszewilki początkiem upadku ich roli i zamożności było zbudowanie linii kolejowej w 1875 roku. Linia ta bowiem jak ostrze stalowego noża przecięła i wykrwawiła poprzednie przebiegi arterii które zabezpieczały korzystne obiegi energii "chi".
       Wracając jednak do obiegów energii "chi" oraz do ich zgodnymi z zasadami Feng Shui, to w chwili obecnej zarówno wieś Wszewilki i wieś Sławoszewice, jak i pobliskie miasto Milicz, wszystkie one leżą "przy przelotowych drogach". Znaczy, są one tak zlokalizowane, że jeśli ktoś do nich zagląda, czyni to tylko jakby "po drodze" - kiedy faktycznie zdąża zupełnie gdzie indziej. Faktycznie więc, zgodnie ze stwierdzeniami starożytnej chińskiej wiedzy "Feng Shui", szczęście i zasobność przepływają przez Wszewilki, Sławoszewice i Milicz, jednak nigdy nie zatrzymują się tam na stałe. Sytuację tą trzeba więc zmienić. Aby zaś ją zmienić trzeba jakoś uformować zamkniętą cyrkulację energii "chi". Ani wieś Wszewilki czy Sławoszewice, ani też miasto Milicz, same takie zamkniętej cyrkulacji energii "chi" nie są w stanie osiągnąć. Jednak jeśli te miejscowości połączą swoje wysiłki, wówczas razem stworzą taką zamkniętą cyrkulację dla energii "chi". Wystarczy bowiem, aby w tym celu miejscowości te zbudowały razem krótki odcinek drogi bitej pomiędzy Wszewilkami i Sławoszewicami. Droga ta odtwarzałaby przebiegający kiedyś pomiędzy owymi miejscowościami odcinek tzw. "Bursztynowego Szlaku". Z kolei ukończenie owej drogi, w połączeniu z drogami które już obecnie tam istnieją, stworzyłoby rodzaj zamkniętej obwodnicy. Obwodnica ta wiodłaby z Milicza do Wszewilek, potem z Wszewilek do Sławoszewic - wzdłuż owego nowo odbudowanego odcinka starego "Bursztynowego Szlaku", w końcu ze Sławoszewic ponownie do Milicza. Kiedy zaś po obwodnicy tej puściłoby się okrężny autobus miejski "ósemka", ludzie którzy zaczęliby używać owego autobusu wymusiliby okrężne cyrkulowanie energii "chi" po tymże obwodzie zamkniętym. Z kolei owo zamkniete cyrkulowanie energii "chi" zaczęłoby przechwytywać szczęście i zasobność które dotychczas jedynie przepływały przez owe miejscowości, oraz spowodowałoby że te poszukiwane jakości życiowe ponownie zadomowiłyby się na stałe we Wszewilkach, Sławoszewicach i Miliczu.
       Odnotuj że ów autobus "ósemka" byłby milickim odpowiednikiem dla wrocławskiego tramwaju "zerówka". Jego numer, podobnie jak numer "zerówki", też implikowałby krążenie po obwodzie zamkniętym. W przeciwieństwie jednak do cyfry 0 , numerologicznie cyfra 8 posiada znacznie korzystniejszą symbolikę. Osiem oznacza bowiem m.in. "zasobność", "sławę", "ruch napędowy" i "nieskończoność". Dlatego z powodów symbolicznych autobus ten należałoby nazwać właśnie "ósemką" - nawet jeśli Milicz będzie miał tylko tą jedną linię autobusów miejskich.
       W tym miejscu warto sobie przypomnieć, że opisywana tutaj droga okrężna historycznie już istniała. Została ona zniszczona dopiero w czasie budowy psującej wszystko kolei żelaznej przez Milicz. Jej fragmenty opisane są na stronach o Wszewilkach oraz o zwiedzaniu Wszewilek i Milicza. Co jednak jest tu najbardziej intrygujące, to że aż do chwili zniszczenia opisywanej tutaj historycznej drogi okrężnej wokół Milicza, Wszewilek i Sławoszewic, wszystkie te miejscowości cieszyły się znaczeniem, autorytetem, zamożnością, oraz szczęściem ich mieszkańców. Z kolei po zniszczeniu owej drogi okrężnej, oraz po upadku mostu na Baryczy (tego przy starym młynie wodnym w pobliżu dzisiejszej tamy), zamożność, stabilność i szczęście nagle opuściły te miejscowości. Czas więc aby przywrócić ową drogę, przywrócić jej częste użytkowanie przez ludzi, a tym samym przywrócić zamożność, stabilność i szczęście do Milicza, Wszewilek i Sławoszewic.
       Powyższa rekomendacja budowy drogi okrężnej zainspirowana została moją znajomością Feng Shui, nabytą w licznych podróżach po świecie. To właśnie Feng Shui stwierdza bowiem, że Milicz, Wszewilki i Sławoszewice powinny stworzyć razem okrężną drogę bitą, oraz uruchomić po tej drodze okrężną linię autobusów miejskich "ósemka" - typu wrocławska "zerówka". Jednak po tym jak owo inspirujące działanie Feng Shui wskazało już co należy uczynić aby przywrócić zamożność do owych miejscowości, można teraz zapytać naszą logikę oraz znajomość ekonomii, aby wybadać czy wskazania te są poprawne. Jak też się okazuje, logika i zwykła ekonomia potwierdzają, że to co Feng Shui zaleciło, faktycznie wniesie wymagane ożywienie i sukces. Owe analizy logiczne tego samego przedsięwzięcia (tj. budowy drogi i powołania autobusu miejskiego) przytoczę w dalszych punktach tej strony. Tak nawiasem mówiąc, nawet jeśli się zapomni, że to właśnie z owej wiedzy Feng Shui wywodzi się zamożność i powodzenie Chińczyków trwające już tysiące lat, ciągle zwykła analiza logiczna omawianej tu drogi okrężnej i linii autobusowej potwierdza, że bezsprzecznie wniosą one poważne ożywienie gospodarcze oraz zamożność do przylegających do nich miejscowości.


#B2. Jak i dlaczego Wszewilki i Milicz skorzystają z okrężnego autobusu miejskiego "ósemka":

       Oczywiście, nawet jesli pominie się nadprzyrodzone i tajemnicze działanie chińskiego "Feng Shui", ciągle zapięcie brakującego odcinka okrężnej drogi wokół Milicza, oraz puszczenie autobusu miejskiego przez tą drogę, musi spowodować raptowne ożywienie gospodarcze wszystkich miejscowości przez które owa obwodnica i miejska linia autobusowa będą wiodły. Wszakże zgodnie z dzisiejszą znajmością ekonomii, takie otworzenie okrężnej trasy komunikacji miejskiej otworzy opłacalność dla wymiany dóbr i robocizny pomiędzy wszystkimi tymi miejscowościami. Po trasie tej do Milicza zaczną napływać produkty rolne z Wszewilek i Sławoszewic. Z kolei robocizna i ekspertyza zaczną napływać do Wszewilek i Sławoszewic z owego Milicza. W rezultacie nagle zacznie się dziać coś czego te miejscowości nie przeżywały już od czasów zamknięcia "Bursztynowego Szlaku". Na dodatek, z ożywienia będą korzystały wszystkie miejscowości pobliskie do tychże trzech, a więc Stawiec, Pomorsko, Godnowo, Duchowo, Karłowo, itp.


#B3. Jaka byłaby przyszła trasa okrężnego autobusu "ósemka":

       Milicki autobus miejski okrężnej linii "ósemka" powinien posiadać przystanki przy każdym miejscu w jakim istnieje najwyższe prawdopodobieństwo gromadzenia się potencjalnych pasażerów. Przykładowo w samych Wszewilkach powinien on mieć przystanki zaraz na wlocie do Wszewilek (czyli przy skrzyżowaniu z ul. Krotoszyńską), w okolicach "ogrodu krasnoludków" - tak aby mogli z niego korzystać również mieszkańcy przyszosowej części Stawca, koło wszewilkowskiej (dawnej) szkoły, przy młynie elektrycznym, przy boisku sportowym, oraz przy tamie na Baryczy. Z kolei w Sławoszewicach powinien on zatrzymywać się przy skrzyżowaniu historycznej drogi z Wszewilek do Duchowa z głowną ulicą Sławoszewic, oraz przy dworcu kolejowym. W końcu w Miliczu powienien mieć cały szereg przystanków, włączając w to obecne targowisko warzywne (dawne Łazienki), Szkoła Nr 1, Liceum Ogólnokształcące, dworzec autobusowy, rynek, a także początek ul. Krotoszyńskiej. Takie rozłożenie przystanków, w połączeniu z możliwie najniższą ceną biletów, gwarantowałoby popularność i powodzenie tego autobusu oraz usług jakie by on dostarczał ludności.


#B4. Budowa prostej drogi bitej z Wszewilek do Sławoszewic oraz mostu wysokowodnego przez Barycz - czyli roboty publiczne które muszą zostać wykonane aby urzeczywistnić ideę okrężnego autobusu "ósemka" i ekonomicznie zaktywizować przy pomocy tego autobusu obszar Milicza, Wszewilek i Sławoszewic:

Motto: "Niewiele dróg w Polsce odtwarza dawny przebieg tzw. 'Bursztynowego Szlaku'. Jeszcze mniej dróg zaprojektował profesor znanego Uniwersytetu z odwrotnej półkuli świata. Tymczasem proponowana tu droga z Wszewilek do Sławoszewic spełnia oba te warunki. Już choćby tylko dlatego jest ona warta aby ją zbudowano!"

TotalizMInternet        Aby jednak urzeczywistnić taki autobus miejski "ósemka", konieczne jest wybudowanie odcinka zupełnie nowej drogi która zastępowałaby sobą obecnie już całkowicie zniszczony odcinek starego "Bursztynowego Szlaku" jaki kiedyś istniał pomiędzy obecnymi Wszewilkami-Stawczykiem, a obecnymi Sławoszewicami. Oczywiście, ów oryginalny historyczny odcinek "Bursztynowego Szlaku" wił się zygzakami przez obszary które obecnie stały się już bezdrożami. Przykładowo, przebiegał on przez obszar przy tamie na Baryczy który obecnie zalany jest już stawem. Poza Baryczą wił się też pomiędzy stojącymi tam kiedyś śpichlerzami oraz okrągłymi stawkami do parkowania barek kursujących po milickiej Młynówce. Dlatego moim zdaniem, w chwili podjęcia budowy owego brakującego odcinka drogi, trzeba drogę tą wytyczyć od nowa. Ja proponowałbym aby przeprowadzić ją prosto jak strzała, znaczy zupełnie bez zygzaków. To nadałoby jej również symboliczną wymowę jako metamorfozy dla rodzących się nowych Wszewilek. Jej odgałezianie się od obecnej drogi przez Wszewilki do Godnowa powinno się zacząć od miejsca we Wszewilkach które leży niedaleko obecnego basenu przeciw-pożarowego (znaczy tuż przy byłej lokacji wszewilkowskiej karczmy). Potem tą nową drogę należałoby poprowadzić poprzez istniejące szlabany na torach, dalej przez obecne boisko sportowe (które może wówczas zostać nieco przesunięte ku południowemu wschodowi), oraz dalej prosto jak strzała przez Barycz i do historycznej drogi przez Sławoszewice. Oczywiście w miejscu gdzie ta nowo-budowana droga przecinałaby Barycz, konieczne byłoby zbudowanie nowego mostu wysokowodnego, a także dwóch dróg odgałęźnych wiodących po wale aż do tamy na Baryczy.


#B5. Jak praktycznie zrealizować budowę prostej drogi bitej z Wszewilek do Sławoszewic, oraz budowę mostu wysokowodnego na Baryczy, przy chronicznym braku funduszy oraz przy niechętnej postawie władz:

Motto: "Bóg pomaga tym co pomagają sobie sami."

       Osobiście bez przerwy w życiu się przekonuję, że każda korzystna dla ludzi idea zawsze napotyka zaciekły opór reprezentantów tzw. mrocznych mocy. Dlatego kiedy racjonalnie myślący mieszkańcy Milicza, Wszewilek i Sławoszewic, dostrzegą korzyści z proponowanej tu budowy drogi i postanowią drogę tą urzeczywistnić, wówczas otworzy się prawdziwe piekło. Dla znanych powodów natychmiast wtedy się zapewne okaże, że nie ma pieniędzy na taką budowę, a także że sporo wysoko postawionych dygnitarzy będzie przeciwnym jej zrealizowaniu.
       Na szczęście życie nas naucza że przeciwnościami wcale nie trzeba się zrażać. Wszakże zawsze się one pojawią, bez względu na to co nowego chciałoby się uczynić. Aby więc jakoś obejść naokoło problem z funduszami, proponuję aby drogę wstępnie zbudować w tzw. "czynie społecznym". W takim bowiem przypadku przestanie przeszkadzać największa "kłoda" jaką owe mroczne moce rzucą zapewne pod nogi temu projektowi, znaczy wymówka władz że "brak jest funduszy".
       Aby zbudować omawianą drogę w tzw. "czynie społecznym" istnieją aż dwie możliwości. Mianowicie najkorzystniej byłoby zaprosić oddział saperów z najbliższej do Wszewilek jednostki wojsk inżynieryjnych, oraz podjąć z nimi umowę że ową drogę, a także most wysokowodny przez Barycz, zbudują oni w ramach swoich ćwiczeń i treningu. Wszakże saperzy mają zarówno wymagany sprzęt, jak i potrzebną ekspertyzę. Na dodatek, z czasów kiedy ja sam byłem saperem, doskonale do dzisiaj pamiętam, że najbardziej wnerwiało nas wówczas kiedy trenowaliśmy budowanie mostów i dróg, iż natychmiast po ich zbudowaniu musieliśmy je z powrotem rozbierać. Głośno marzyliśmy wówczas, oraz dawaliśmy to znać naszym dowódcom, że preferowalibyśmy budowanie które będzie służyło dobru jakichś ludzi. Apelowaliśmy nawet do nich, aby dla następnej treningowej budowy znaleźli jakąś wioskę która faktycznie potrzebuje mostu i drogi, oraz abyśmy swój trening realizowali właśnie dla dobra takiej wioski. Oto więc jest okazja, aby dopomóc młodym saperom urzeczywistnienia takich właśnie życzeń, oraz pozwolić im praktykować budowanie mostu i drogi na przykładzie opisywanej tutaj obwodnicy.
       Zaangażowanie saperów (w czynie społecznym) do budowy omawianej drogi i mostu zainicjowałoby dodatkowo jeszcze jedną istotną formę walki, o jakiej warto tutaj wspomnieć. Mianowicie reprezentowałoby ono także niewinną i niewymagającą politycznych wytłumaczeń formę włączenie się Wojska Polskiego do niemal otwartej walki ze skrytym najeźdźcą naszej planety. Wszakże na przekór że najeźdżca ten doskonale się przed ludźmi ukrywa, to właśnie on odpowiedzialny jest za masakry opisane na stronach internetowych o zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO, bandytach w naszym gronie, WTC, tornadach, czy Katowicach. Wojsko Polskie ma obowiązek bronienia ludzi przed skrytymi atakami tego wroga. Z uwagi jednak na sekretną działalność UFOnautów-podmieńców którzy z całą pewnością ukrywają się również i wśród przywódców wojskowych, walka z owym wrogiem nie może się dokonywać w sposób otwarty - co dokładniej wyjaśniłem we wstępie do części I strony internetowej o bandytach w naszym gronie. Niemniej pomoc fachowa wojska dla wsi Wszewilki byłaby niewinnie zakamuflowanym wkładem wojska do owych niejawnych zmagań o przyszłość i o wolność całej naszej planety. Wszakże wieś Wszewilki jest jednym z bardziej oczywistych ofiar owego skrytego wroga którego niszczycielskie działania można w niej odnotować niemal na każdym kroku - po szczegóły patrz opisy wsi Wszewilki, oraz opisy nieoficjalnych szlaków wędrownych wokół Wszewilek i Milicza. Ponadto owa wieś pomału staje się też symbolem narastającej walki z owym szatańskim najeźdźcą i okupantem Ziemi.
       Oczywiście, jest też możliwe że owe mroczne moce jakie skrycie okupują naszą planetę, jeszcze raz otwarcie pokażą wszystkim swoje istnienie i zdolność do zaszkodzenia w sprawach Wszewilek i Milicza. Wszakże nie miały one żadnych oporów przed jawnym pokazaniem co potrafią wywinąć w Miliczu podczas wyborów samorządowych z 2006 roku. Dlatego może się zdarzyć że aby jawnie udowodnić ludziom swoją moc, za pośrednictwem któregoś ze swoich agentów zakażą one saperom włączenia się do pomocy Wszewilkom w budowie tej drogi i mostu. W takim przypadku omawianą tu drogę i most powinni być w stanie zbudować również w czynie społecznym sami mieszkańcy Milicza, Wszewilek, oraz Sławoszewic. Wszakże wszyscy owi mieszkańcy będą na drodze tej potem korzystali. Wcześniej mogą więc zakasać rękawy i ją sobie zbudować.
       Prawdopodobnie dla zainspirowania współzawodnictwa dobrze byłoby podzielić zadania podczas owej budowy - jeśli całość jej spadnie na barki mieszkańców Milicza, Wszewilek i Sławoszewic. Faktycznie też, jeśli dobrze się zastanowić, to takiego sprawiedliwego podziału dokonała już sama natura (czyli Bóg). I tak sam most przez Barycz, oraz 125 metrowe przyczółki drogowe po abu stronach mostu razem ze zlokalizowanymi tam skrzyżowaniami budowaliby mieszkańcy Milicza. Wszakże budowa mostu i przyczółków wymaga najwyższych umiejętności, ekspertyzy, oraz sprzętu. Milicz zaś nimi dysponuje. Odcinek drogi od szosy przez Wszewilki aż do prawego (północnego) przyczółka mostowego budowaliby mieszkańcy Wszewilek. Z kolei odcinek drogi od lewego (południowego) przyczółka mostowego aż do skrzyżowania z główną szosą przez Sławoszewice, włączając w to mały mostek przez Młynówkę, budowaliby mieszkańcy Sławoszewic. Oba owe odcinki są wszakże mniej więcej proporcjonalne do liczby mieszkańców i do możliwości technicznych obu tych wiosek.
       Jeśli droga ta będzie budowana w "czynie społecznym" - znaczy bez odgórnego dofinansowania, wówczas w pierwszym wydaniu wcale nie musi być doskonała. Znaczy wcale nie musi być pokryta asfaltem i mieć wszelkie udogodnienia czy chodniki. Wystarczy aby była twarda, równa i dobrze wyżwirowana, tak aby autobus mógł po niej bez trudu się poruszać. Taką zaś drogę albo zaproszeni saperzy, albo też sami mieszkańcy Milicza, Wszewilek, oraz Sławoszewic, są bez trudu w stanie początkowo zbudować. Po tym zaś jak droga ta zacznie okazywać się wysoce użyteczna, stopniowo będzie można poprawiać jej jakość i stan nawierzchni.


#B6. Dlaczego droga i most będą początkiem odnowy - zaś po ich zbudowaniu zaczną się wyraźne zmiany w życiu mieszkańców Milicza, Wszewilek, Sławoszewic, oraz innych okolicznych miejscowości:

       Z chwilą kiedy opisywana tutaj droga zostanie urzeczywistniona, zaś pierwsze autobusy miejskie miasta Milicza zaczną po nie odbywać swoje regularne kursy, nagle się okaże że owo przedsięwzięcie zapoczątkowało odnowę owych miejscowości równocześnie następującą aż na całym szeregu frontów. Powody owej wielofrontowej odnowy będą jak następuje:
       (1) Stworzenie ową drogą i autobusem tzw. "infrastruktury" która będzie napędzała ożywienie gospodarcze tego obszaru. Łatwość dostępu i dobry transport są pierwotnymi wymogami każdego ożywienia. Kiedy więc te zostaną zrealizowane w opisywanych tu miejscowościach, ożywienie gospodarcze tego regionu będzie już tylko ich naturalną konsekwencją.
       (2) Naoczne przekonanie miejscowych ludzi, że marzenia są po to aby je urzeczywistniać. To zaś spowoduje, że wielu ludzi zacznie urzeczywistniać tam własne marzenia, dla których przedtem nie mieli albo odwagi, albo też inspiracji aby wdrażać je w życie.
       (3) Poznanie mocy zbiorowego wysiłku. W dzisiejszych czasach czcicieli telewizji i zjadaczy kanapek, ludzie zapomnieli jak potężną siłę stanowią jeśli zdołają się zdobyć na zbiorowy wysiłek. Omawiany tu projekt im to przypomni. Z kolei po poznaniu swej mocy, ludzie ci zaczną wdrażać cały szereg innych korzystnych dla siebie zamierzeń i reform.
       (4) Uzyskanie celu dla działań i życia. Wszakże po sukcesie z tym projektem, możliwe się stanie postawienie sobie jeszcze ambitniejszych projektów, oraz późniejsze ich zrealizowanie z sukcesem. To zaś z czasem zupełnie przetransformują dzisiejszy obszar tych miejscowości.
       (5) Otwarcie nowych terenów w okolicach Milicza pod zabudowę i pod intensywne zagospodarowanie. Faktycznie bowiem taka droga, jak i komunikacja miejska jaką droga ta otworzy, stworzą korzystną "infrastrukturę" jaka jest początkiem i zachętą dla inwestycji. Z kolei jeśli owa infrastruktura będzie już na miejscu, wówczas z całą pewnością znajdą się inwestorzy którzy zaczną tworzyć przemysł - a w ten sposób nowe miejsca pracy, którzy zainwestują w nowe osiedla mieszkalne, hotele, sklepy, itp.
       (6) Ustanowienie powodu dla upiększania i odmłodzenia Wszewilek - czyli do poprawy wyglądu owej wioski. Z kolei po poprawie jej wyglądu ludzie zaczną w tam żyć w zgodzie z tym nowym wyglądem.
       (7) Ujawnienie że Feng Shui faktycznie działa i faktycznie wprowadza odnotowalne zmiany do świata fizycznego. O tym że "Feng Shui" działa wie już każdy Chińczyk. Faktycznie to na obszarach zdominowanych przez Chińczyków każdy nowy bank, fabryka, czy budynek mieszkalny stawiane są obecnie w zgodzie ze stwierdzeniami mistrzów Feng Shui. To właśnie z tego powodu ekonomia Chińczyków tak ostatnio kwitnie. Czas więc aby również Polacy dowiedzieli się o korzyściach jakie zastosowanie Feng Shui jest wstanie im zabezpieczyć.
       (8) Pokazanie reszcie świata, że Milicz, Wszewilki i Sławoszewice faktycznie podjęły walkę o lepsze jutro dla siebie. W ten zaś sposób uzyskanie poparcia pozytywnych sił z reszty świata. Każdy sukces tych miejscowości będzie wszakże z najwyższym zainteresowaniem odnotowywany przez innych. Szczególnie że miejscowości te są już znane w świecie z kampanii wyniszczającej jaką przeciwko nim prowadzą w/w mroczne moce.


Część C: Zintensyfikujmy i zróżnicujmy produkcję we Wszewilkach, tak aby owa wioska powróciła do swojej historycznej roli produktywnego poszerzenia Milicza:

      


#C1. Po stworzeniu dostępu i komunikacji czas na ożywienie gospodarcze, m.in. poprzez stworzenie miejscowego przemysłu:

       W dawnych czasach Wszewilki, Sławoszewice i Milicz stanowiły jeden kompleks wiejsko-miejski. W ostatnim jednak okresie prześladowań i napaści na owe miejscowości, ta ścisła gospodarcza współpraca jakoś się rozluźniła. Czas więc aby ją odnowić. Faktycznie to od najdawniejszych czasów Wszewilki i Sławoszewice stanowiły rodzaj dzielnic przemysłowych Milicza. Tyle tylko, że w czasach owych ostatnich prześladowań i napaści, ów "przemysł" Wszewilek i Sławoszewic ograniczył się wyłącznie do rolnictwa i do chałupniczej produkcji wyrobów rolnych. Obecnie ponownie więc warto pomyśleć o przywróceniu do Wszewilek i Sławoszewic także innych rodzajów produkcji. Wszakże ewentualne rozwinięcie tych miejscowości jako przemysłowych poszerzeń Milicza będzie gwarantowało zaplecze siły roboczej w formie mieszkańców Milicza chętnych do dojazdu do Wszewilek lub Sławoszewic nowo uformowaną linią miejskiego autobusu "ósemka". Z kolei obszar owych miejscowości dostarczy dogodnych warunków do lokalizowania najróżniejszych fabryczek i warsztatów produkcyjnych.


#C2. Przemysł który już obecnie posiada zaplecze we Wszewilkach, trzeba go jedynie stworzyć (tj. przetwórstwo "organicznych" produktów rolnych i leśnych, zielarstwo, turystyka, hotelarstwo):

       Wszewilki i Sławoszewice już obecnie dostarczają zaplecza dla całego szeregu przedsięwzięć produkcyjnych. Przykładowo, mają one bazę dla zorganizowania w nich przetwórstwa "organicznych" produktów rolnych i leśnych, zielarstwa, turystyki, hotelarstwa, oraz szeregu odmiennych branż. Jedyne co jest potrzebne to właśnie owa "infrastruktura" w formie transportu publicznego i dróg dojazdowych, która umożliwi komuś zainwestowanie tam w takie właśnie przetwórnie.


#C3. Przyszłe rodzaje przemysłu, dla których Wszewilki i inne okoliczne miejscowości już obecnie posiadają surowce (np. elektronika, optyka):

       Wszewilki leżą na istnym skarbie. Ogromnie mnie też dziwi że jak dotąd nikt nie zainwestował w pozyskiwanie tego skarbu. (Pewno powodem jest właśnie brak korzystnej infrastruktury o jakiej tutaj piszę.) Skarbem tym jest wspaniale czysty piasek kwarcowy Wszewilek i okolicy. Pokłady tego piasku są tam znaczącymi i to na skalę światową. Na bazie owego piasku możliwe jest więc otwarcie w okolicach Wszewilek całego szeregu przedsiębiorstw, szczególnie w zakresie bazującego na kwarcu przemysłu elektronicznego, wytwórni tak ostatnio poszukiwanych fotoogniw, czy produkcji soczewek i instrumentów optycznych. Jeśli infrastruktura i transport opisywane na tej stronie zostaną faktycznie tam zbudowane, jestem gotów się założyć, że koło Wszewilek wytwórnie tego typu zaczną wyrastać jak grzby po deszczu.


#C4. Moralne przesłanie nadziei, odnowy, oraz awansu cywilizacyjnego które powinno przebijać z rodzaju przemysłu umiejscawianego we Wszewilkach:

Motto: "Marzenia poparte działaniem mogą nawet Wszewilki zmienić w 'horyzonty postępu'."

       Wszewilki są szczególną wioską. Jeśli bowiem przeanalizować jej historię, wówczas się okazuje że w historii owej zawarty jest rodzaj moralnego przesłania do ludzkości. Przesłanie owo wyraża sobą ponadczasowe prawdy na temat wyzwalania się spod ucisku, zniewalania, wrogości, oraz niesprawiedliwości, na temat walki z prześladowaniami, odwagi, nadziei, czy odnowy, na temat wypełniania się marzeń, postępu, awansu cywlizacyjnego, itp. Dlatego jakikolwiek przemysł będzie kiedyś zapoczątkowany we Wszewilkach, wcale nie powinien to być po prostu dowolny budynek fabryczny z dużym kominem, który wytwarza tuzinkowe dobra a jednocześnie wypluwa z komina tony trującego ludzi dymu. Raczej powinien to być przemysł który pasował będzie do ducha Wszewilek oraz do owych ponadczasowych prawd jakie wioska ta sobą symbolizuje. Jednym z przykładów takiego przemysłu byłoby postulowane poprzednio wytwarzanie we Wszewilkach ogniw fotoelektrycznych których coraz szersze zastosowanie eliminuje z ziemskiej atmosfery wszelkie te dzisiejsze dymy i zanieczyszczenia. Aby zaś dać tutaj poznać czytelnikowi jakie dalsze rodzaje przemysłu byłyby wysoce odpowiednie dla symboliki i tradycji Wszewilek, poniżej opiszę skrótowo kilka ich następnych przykładów. W USA kiedyś powstała tzw. "Silicone Valley". Warto więc aby spróbować Wszewilki zamienić w "Horizons of Advancement" (of the Human Civilisation).


#C4.1. Montownia ogniw telekinetycznych:

       Dostatek taniej siły roboczej oraz dogodne położenie geograficzne Wszewilek powodują także, że w przypadku gdyby powstała tam opisywana tutaj infrastruktura, wówczas opłacałoby się w owej miejscowości inwestować w przemysł który wymaga dużo robocizny, a mało materiałów. Jednym z urządzeń technicznych które wnosi sobą ogromny awans cywilizacyjny ludzkości, a właśnie wypełnia warunek niewielkiego zapotrzebowania materiałowego przy jednocześnie dużym zapotrzebowaniu na robociznę, są tzw. ogniwa telekinetyczne. Szczerze mówiąc, gdyby mi kiedyś udało się urzeczywistnić ów mój własny wynalazek owych ogniw, nad którym pracuję już przez ostatnie 20 lat, wówczas montownię i sklep fabryczny owych ogniw niemal z całą pewnością chciałbym umiejscowić właśnie we Wszewilkach - oczywiście jeśli miejscowe mroczne moce nie zaczęłyby mi w tym zbyt mocno przeszkadzać.


#C4.2. Wytwórnia wiatraków pozyskujących wodę z powietrza:

       Każdy zapewne odnotował, że klimat Ziemi ostatnio raptownie się zmienia. Powody owej zmiany opisałem częściowo w punkcie #B16 strony internetowej o zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO. Jednym z następstw owej raptownej zmiany klimatu Ziemi jest że miejsca które kiedyś miały wodę, obecnie zamieniają się w wysuszoną pustynię. Tak właśnie dzieje się obecnie z Australią. W podobny też sposób w pustynię zamienia się północna część Afryki, wschodnia część Azji, oraz zachodnia część Ameryki Południowej. Owe wysychające obszary potrzebują wody aby podtrzymać życie zwierząt i ludzi. Woda jednak przestała tam spadać z deszczem. Jest ona ciągle obecna w powietrzu, jednak nie chce się już skraplać w formę deszczu. Tutaj więc rodzajem deski ratunkowej dla wysychającego świata może się stać wynalazek emeryta z przedmieścia Perth w Australii, o nazwisku Max Whisson. Mianowicie wynalazł on zmyślny wiatrak, a nawet zbudował już działający prototyp owego wiatraka. W wiatraku tym przepływ powietrza jest tak ciekawie zaprojektowany, że z powietrza tego odciągana jest woda. Zasada działania owego wiatraka jest nieco podobna do zasady urządzeń domowych zwanych dehumidifier, tyle że zamiast być napędzanym elektrycznością, jego napędem jest wiatr. Kiedy więc ów wiatrak obraca się napędzany siłą wiatru, do umieszczonego pod nim zbiornika czy koryta spływa z niego strumień czystej wody. Wodę tą mogą następnie pić mieszkający w pobliżu ludzie lub zwierzęta. Opis jego wynalazku zaprezentowany został w krótkim artykule "The windmill that produces water out of hot air" (tj. "Wiatrak który odciąga wodę z gorącego powietrza") jaki ukazał się na stronie B3 gazety The New Zealand Herald, wydanie datowane w środę (Wednesday), February 14, 2007.
       Owe wiatraki odciągające wodę z powietrza są bardzo proste w budowie. Mogą więc działać przez całe lata nie wymagając żadnej naprawy. Są też napędzane wiatrem, mogą więc pracować na zupełnej pustyni. Znaczy, noszą one wszelkie cechy aby stać się zbawienne dla suchych obszarów Ziemi.
       Z powodów wyjaśnionych dokładniej w punkcie #11 odrębnej strony internetowej o ogniwach telekinetycznych, na Ziemi działa złowieszcze przekleństwo wynalazców które uniemożliwia wdrażanie w życie wynalazków jakie w danym okresie czasu są najbardziej potrzebne ludzkości. Wszystko też wskazuje na to, że idea opisywanego tutaj "wiatraka pozyskującego wodę z powietrza" została również zablokowana przez owo złowieszcze "przekleństwo", a ściślej przez istoty które za nim się ukrywają. Z informacji bowiem które na temat tego wiatraka już obecnie zostały upowszechnione, wynika że jego losy przyjmują obrót doskonale mi znany z tragicznych losów telekinetycznej grzałki Peter'a Daysh Davey, opisanych w punkcie #4.3 strony internetowej o telekinetycznych generatorach darmowej energii. Przykładowo już obecnie na temat tego wiatraku rozpętana została w Australii kampania wyszydzania i zniechęcania, jaka jest niemal identyczna do podobnej kampanii kpin i zniechęcania jaką UFOnauci-podmieńcy niedawno rozpętali w Polsce przeciwko ogniwom telekinetycznym mojego wynalazku. (UFOnauci używają właśnie takich kampanii kpin i oczerniania dla obracania co głupszych ludzi przeciwko temu co UFOnautom jest nie na rękę, a ponadto dla stwarzania swoim agentom kryjącym się po różnych ludzkich urzędach wymówki do oficjalnego blokowania co bardziej postępowych idei.) Najwyraźniej więc miejscowi reprezentanci szatańskich mocy już pracują intensywnie aby uniemożliwić wdrożenie do produkcji również i tego niezwykłego wiatraka. Dlatego ja osobiście uważam, że jeśli w Australii ów wiatrak nie potrafi się przebić przez rzucane mu pod nogi biurokratyczne kłody oraz zniechęcające szyderstwa, wówczas jego produkcja powinna być podjęta właśnie we Wszewilkach. Potem zaś gotowe takie wiatraki powinny być eksportowane z Wszewilek właśnie do Australii oraz do wszelkich innych miejsc na Ziemi w jakich są one desperacko potrzebne.
       Oczywiście, może się zdarzyć, że do owego odległego czasu zanim Wszewilki będą już gotowe do podjęcia produkcji tego wiatraka, jego emerytowanego wynalazcy nie będzie już wśród żyjących, zaś dokumentacja techniczna i prototypy wiatraka okażą się już nie do zdobycia. Jednak nawet i w takim przypadku ja ciągle wierzę że Wszewilki powinny kiedyś podjąć produkcję tego paląco potrzebnego na Ziemi urządzenia. Wszakże wiedząc o jego zasadzie działania, a także znając konstrukcję i działanie domowych "dehumidifiers", wiatrak ten łatwo powinien dać się zrekonstruować poprzez ponowne jego wynalezienie od nowa. Wszakże jedyne co konieczne aby go ponownie wynaleźć, to tak przerobić zasadę działania domowych "dehumidifiers" aby ich napęd pochodził od śmigła wiatraka - a nie od silnika elektrycznego. Wszewilki mają zaś wielu uzdolnionych technicznie i twórczych ludzi którzy bez trudu potrafią tego dokonać. Kiedy zaś wiatrak ten zostanie już zrekonstruowany i wdrożony do produkcji, zanim zacznie się jego eksport do Australii warto go nazwać "wiatrakiem Max's Whisson'a" - aby w ten sposób uhonorować jego twórcę który stał się kolejną ofiarą tych samych mrocznych mocy które kiedyś próbowały zniszczyć Wszewilki. Taki bowiem obrót spraw byłby ilustratywnym dowodem że sprawiedliwość jednak zawsze w końcu zatriumfuje.


#C4.3. Wytwórnia gumowej nawierzchni na chodniki:

       Z czasów kiedy nadal mieszkałem w Polsce pamiętam owe sterty zużytych opon samochodowych jakie zalegały każdy możliwy kąt jaki nadawał się na wysypisko śmieci. Opon owych nikt nie chciał. Nie nadawały się one praktycznie do niczego. Porzucone nie chciały też szybko gnić. Jeśli zaś ktoś je zapalił, zatruwały atmosferę czarnym, śmierdzącym, rakotwórczym dymem. Tymczasem w krajach południowo-wschodniej Azji dla opon owych znaleziono doskonałe zastosowanie. Mianowicie, rozcina się je maszynowo na drobne kosteczki. Dodaje koloru czerwonego albo niebieskiego aby ładnie wyglądały. Następnie wylewa się chodniki dla ludzi, a także nawierzchnie bieżni na stadionach, z miękkiej wykładziny gumowej jaka z nich jest wytwarzana. Chodzenie i bieganie po takich miękkich chodnikach jest bardzo zdrowe - nie nadwyręża ono bowiem stawów tak jak czyni to chodzenie po kamiennych lub betonowych chodnikach. Z kolei zużywanie starych opon z jakich chodniki te się wytwarza jest bardzo dobre dla naturalnego środowiska. Wszakże usuwa ono sterty opon które w przeciwnym wypadku by środowisko owo zanieczyszczały i zaśmiecały. Dlatego wytwórnia gumowej nawierzchni na chodniki wygląda jak rodzaj przemysłu który byłby wysoce odpowiedni dla totaliztycznej misji i charakteru Wszewilek. Ponadto jakieś środki rządowe by też zapewne zostały dodane aby pomóc rozwinąć ten przyjazny dla naturalnego środowiska przemysł.


#C4.4. Fabryka piramid telepatycznych:

       Na odrębnej stronie internetowej na temat telepatii opisane jest niezwykłe urządzenie nazywane "piramidą telepatyczną". Urządzenie to zostało podarowane ludzkości przez sprzyjającą ludziom totaliztyczną cywilizację istot kiedyś nazywanych "aniołami". Jak dotychczas nigdzie na Ziemi nie podjęto jeszcze produkcji tego niezwykłego urządzenia. A jest ono w stanie zastąpić dzisiejsze urządzenia szkodliwej dla zdrowia łączności radiowej, przez cywilizacyjnie bardziej zaawansowane urządzenia do łączności telepatycznej. Produkcja owej piramidy telepatycznej powinna zostać podjęta właśnie we Wszewilkach.


#C4.5. Zakłady rozwoju i wytwarzania dysocjatorów wody dla silników spalinowych:

       Nasza cywilizacja wypracowała technicznie dosyć doskonałą formę urządzenia napędowego jakim jest dzisiejszy silnik spalinowy. Jedynym problemem owego silnika jest, że przy obecnym rodzaju paliw które on używa, wytwarza on niepożądane gazy jakie zanieczyszczają ziemską atmosferę. Jeśli jednak w silniku tym zmienić obecnie używane mieszanki paliwowe na mieszaninę wodoru i tlenu, wówczas taki sam silnik spalinowy nagle przestaje być problemem. Pracuje on wówczas równie efektywnie i niezawodnie jak obecnie, a jednocześnie zamiast nieporządanych gazów spalinowych wyrzuca z siebie zwykłą parę wodną. Jednak główna trudność z takim przestawieniem silników spalinowych na paliwo w postaci mieszaniny wodoru i tlenu polega na efektywnym wytwarzaniu owego paliwa tuż przed wlotem do silnika. Problem ten rozwiązują jednak tzw. "telekinetyczne dysocjatory wody" opisywane m.in. w podrozdziale K3.2 z tomu 10 monografii [1/4]. Ich zasada działania jest bardzo podobna do zasady działania "grzałek telekinetycznych" opisywanych dokładniej na stronie boiler_pl.htm - o szokującej historii telekinetycznej grzałki która bije wszelkie rekordy. Główna różnica pomiędzy takimi "telekinetycznymi dysocjatorami wody" a "grzałkami telekinetycznymi" sprowadza się do użycia odmiennych wibracji oraz odmiennych katalizatorów (materiałów). Produkcja i rozwój takich właśnie dysocjatorów wody zastąpujących gaźniki z dzisiejszych silników samochodowych, powinna zostać kiedyś podjęta właśnie we Wszewilkach. Jest ona bowiem zgodna z duchem tej wioski.
       Wielu ludzi uważa że nie warto inwestować w przetransformowanie obecnych silników spalinowych w silniki spalające mieszankę wodoru i tlenu. Wierzą oni bowiem że znacznie lepiej dla naszej cywilizacji jest całkowicie wyeliminować silniki spalinowe i zastąpić je silnikami elektrycznymi. Aczkolwiek takie całkowite zastąpienie silników spalinowych jest realne i atrakcyjne, istniały będą sytuacje na Ziemi kiedy okaże się ono niemożliwe. Jako przykłady rozważmy tradycję, hobby, czy sport. W przyszłości nie będzie wszakże można zabronić ludziom którzy kultywują jakieś wymagające silnika spalinowego tradycje czy hobby, albo uprawiają jakiś sport motorowy, aby w tym co jest esencją danej tradycji, hobby, czy sportu usunęli oni całkowicie silniki spalinowe. Wszakże przykładowo jeśli ktoś zechce w przyszłości hobbystycznie używać dzisiejszego motocykla "Harley-Davidson" (a założę się że będzie wielu takich ludzi), wówczas nie da się tego uczynić po zastąpieniu w nim jego silnika spalinowego przez silnik elektryczny. Wszakże to co by się otrzymało nie byłby już wówczas "Harleyem-Davidsonem". Jednak daje się wówczas w motocyklu tym zastąpić obecnie używane paliwo, na mieszaninę wodoru i tlenu. Po takim zaś zastąpieniu paliwa, oraz po wprowadzeniu niewielkich zmian technicznych jakie to zastąpienie by wymagało, to co się otrzyma nadal będzie miało wszystkie cechy motocykla "Harley-Davidson". Oczywiście, ów motocykl podałem tutaj tylko jako przykład. W przyszłości bowiem wszystko co dzisiaj używa silnika spalinowego, odrzutowego, czy rakietowego, będzie dawało się używać w dokładnie taki sam jak dzisiaj sposób po jedynie przerobieniu tego na użycie paliwa z mieszanki wodorowo-tlenowej. Takie zaś przerobienie wymagało będzie jedynie zastąpienie ich gaźników przez opisywane tutaj "telekinetyczne dysocjatory wody", oraz zastąpienie benzyny w ich bakach przez czystą wodę. Cała reszta zaś ich konstrukcji, zasady działania, oraz sposobu pracy będzie pozostawała bez zmian.


#C5. Idea "offspin" - czyli jeśli jeden obszar ulegnie ożywieniu, wówczas wszystko zacznie się ożywiać:

       Anglicy posiadają pojęcie jakie oni nazywają "offspin". W tłumaczeniu na nasze oznacza ono "pobudzanie do rotowania". W pojęciu tym chodzi o to, że wszystko jest ze sobą powiązane najróżniejszymi współzależnościami. Jeśli więc zacznie się zawirowywać jeden składnik takiej powiązanej ze sobą całości, wkrótce cały system będzie już wirował.
       Wyjaśnijmy to pojęcie "offspin" na przykładzie Wszewilek. Załóżmy że któreś z opisywanych tutaj przedsięwzięć przemysłowych zostanie zrealizowane i że we Wszewilkach otworzony zostanie jakiś miejscowy przemysł dający zatrudnienie i źródło dochodu do jakiejś liczby zatrudnionych w nim osób. Ludzie więc którzy będą zatrudnieni w owym przemyśle będą potrzebowali np. jedzenia. Stąd część pieniędzy które oni zarobią powędruje do miescowych piekarzy, restauratorów, cukierników, itp. Aby jednak owi piekarze, restauratorzy, cukiernicy, itp., mieli towar, część ich zarobków musi z kolei wędrować do miejscowych rolników, warzywników, ogrodników, właścicieli stawów, itp. Tamci też będą potrzebowali więcej odzieży, sprzętu, zaopatrzenia, itp. W rezultacie, ani się ktoś oglądnie, jak z powodu tylko jednego takiego nowego przedsiębiorstwa wkrótce już wszystko w okolicach Wszewilek i Milicza będzie wirowało na najwyższych obrotach.


Część D: Dodatkowo zaktywizujmy Wszewilki poprzez przyciąganie świata do niezwykłości owej wioski, oraz poprzez gościnne przyjmowanie wszystkich przybyszy:

       Wszewilki są wioską. Jako takie nie są one w stanie wybrać się do świata. Mogą jednak spowodować, że świat przybędzie do nich.


#D1. Niezwykłości Wszewilek które już obecnie czynią tą wioskę wartą odwiedzenia:

Motto: "Jeśli masz jakieś ogromnie ważne marzenie, wybierz się do Wszewilek i przemarz je tam ponownie. Moje doświadczenia potwierdzają bowiem, że moralne, pozytywne, realistyczne, oraz poparte zdecydowanymi działaniami marzenia dokonane we Wszewilkach zawsze z czasem się wypełniają."

       Milicz, Wszewilki, oraz ich okolice potrzebują napływu zamożności i stabilności. Te zaś przybędą kiedy mieszkańcy owych miejscowości zrealizują opisywaną w części B tej strony drogę okrężną oraz miejską linię autobusową, oraz kiedy owe posunięcia zainspirują czyjeś zainwestowanie w przemysł wytwórczy np. na Wszewilkach. Jednak Wszewilki i okolice Milicza mają również wiele do zaoferowania na polu pozaprzemysłowym. Rozważmy więc teraz owe odmienne rodzaje ofert tych ziem.
       Czakram ziemi, wypełnianie się marzeń, dziwy natury (w rodzaju gryfa czy powtarzalnych opadów żywych rybek), wspaniałe powietrze, doskonałe sny, natura do oglądania, niezwykła historia, itp. - wszystko to już obecnie jest w stanie przyciągać do Wszewilek i Milicza licznych odwiedzających z dalekiego świata. Trzeba jedynie przestać z tym się wstydliwie ukrywać, tak jak to uczyniono na stronach o Wszewilkach i Miliczu, oraz trzeba wreszcie zacząć upowszechniać rzetelne informacje na tego temat.

Fot. #1

Fot. #1: Czyżby kultura odleciała z Wszewilek do Petone! Kiedyś na Wszewilkach można było zobaczyć wspaniałe polskie tańce ludowe - m.in. podobne do tego utrwalonego na powyższym zdjęciu. Wszewilki miały bowiem własny ludowy zespół taneczny. Zespół ten m.in. występował na ostatnich wszewilkowskich dożynkach opisywanych w punkcie #23 strony o Wszewilkach. Ja nawet podkochiwałem się trochę w jednej z tancerek tego zespołu - pięknej Maryli (ciągle do dzisiaj pamiętam jej nazwisko - było bowiem tak typowo polskie). Niestety, była ona parę lat starsza odemnie, więc rozglądała się za bardziej "dorosłymi" chłopcami. Szkoda że dzisiejsze pokolenie młodych Wszewilczan głównie interesuje się zjadaniem kanapek przed ekranami telewizorów. Wszakże wszewilkowski zespół taneczny, tak barwny, żywiołowy i doskonale tańczący jak ten który formowała Maryla wraz ze swymi koleżankami, przyciągałby tysiące turystów na wszewilkowskie uroczystości i spektakle. Powyższe zdjęcie wykonałem na "Festiwalu Polskim", który zaczął się "w samo południe" w sobotę, dnia 24 lutego 2007 roku, na miniaturowym ryneczku Petone - przedmieścia Welligton, Nowa Zelandia. Na festiwalu tym tańczyło kilka polonijnych zespołów ludowych istniejących obecnie w Nowej Zelandii. Wszakże polski taniec ludowy robi ostatnio furorę poza granicami kraju. Polskich tańców uczą się tam już nawet ludzie którzy nie potrafią powiedzieć słowa po polsku, a jedynie z dumą odkrywają że któryś z odległych przodków (np. dziadek czy prababka) kiedyś emigrowali tu aż z Polski. Powyżej utrwalony zespół taneczny młodych i dynamicznych Nowozelandek szczególnie mi zaimponował. Zademonstrował on bowiem wspaniale zchoreografowane połączenie w jedną całość tradycyjnego polskiego tańca ludowego, z tańcem nowoczesnym w rytm najnowszej polskiej muzyki neo-ludowej. Aczkolwiek więc taniec tych dziewcząt przypominał nieco sobą dawny polski taniec ludowy, faktycznie był on nowoczesnym tańcem w rytm wspaniałej polskiej muzyki bitowej modelowanej na dawnych polskich melodiach ludowych. Pokazane tutaj dziewczęta podbiły swoim tańcem i muzyką serca całej widowni.
       Tak nawiasem mówiąc, to ryneczek podobnie niewielki aczkolwiek przytulny, jak ten widoczny na powyższym zdjęciu, powinny odbudować sobie także Wszewilki - tak jak to wyjaśnione jest w części F tej strony. Ktoś bowiem nieustannie podpowiada, że istnieje rodzaj niepisanej przepowiedni dla Wszewilek, jaka stwierdza że "po odbudowaniu dawnego ryneczka, dobrobyt i szczęście powrócą na stałe do Wszewilek i do innych okolicznych miejscowości, oraz pozostaną tam przez tak długo, jak długo ów ryneczek nie popadnie ponownie w ruinę".
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.


#D2. "Kapsuły czasu" - czyli kolejna atrakcja dla odwiedzających Wszewilki i Milicz:

       Nazwa "kapsuła czasu" (po angielsku "time capsule") jest przyporządkowana do rodzaju niepodlegającego rozkładowi pojemnika w którym trwale zamyka się jakieś cenne dokumenty oraz przedmioty, poczym wszystko zakopuje się lub ukrywa w trudnym do zidentyfikowania miejscu, tak aby mogło to być znalezione w odległej przyszłości przez następne generacje ludzi.
       Kiedy byłem w 5 klasie szkoły podstawowej przez jakiś dziwny impuls przygotowałem swoją własną "kapsułę czasu". Jako jej pojemnika użyłem dużej butelki - jeśli dobrze pamiętam była to butelka typu kiedyś używanego w aptekach (ze szeroką szyjką oraz ze szklanym korkiem doszlifowanym dla hermetycznego samozamknięcia). Do swojej kapsuły powkładałem najróżniejsze "skarby" jakie wówczas były w moim posiadaniu. Jeśli dobrze pamiętam były to najróżniejsze stare monety, zdjęcia, oraz dokładna historia mojej rodziny i mnie samego spisana mozolnie na poziomie moich ówczesnych umiejętności pisarskich. Kapsułę tą zakopałem w sobie tylko znanym miejscu głębiej niż mój własny wzrost - obecnie szacuję że na głębokość bliską 2 metrów. Chociaż więc zawiera ona metalowe obiekty, nie sądzę aby na takiej głębokości była ona wykrywalna przez dzisiejsze indukcyjne wykrywacze metalu. Od czasu zakopania tamtej "time capsule" nigdy nie usiłowałem jej odkopać. Wierzę więc, że znajduje się tam do dzisiaj, oraz że zostanie odkryta dopiero w odległej przyszłości.
       W przyszłości zamierzam też zakopać co najmniej jeszcze jedną taką "kapsułę czasu". Pierwszą z nich planują przygotować w roku kiedy odchodził będę na emeryturę, tj. latem 2011 roku. Zakopię ją gdzieś przy Wszewilkach, w miejscu ustronnym chociaż łatwo dostępnym dla przyjezdnych, prawdopodobnie w pobliżu jakiejś drogi (być może nawet owej opisywanej na niniejszej stronie - jeśli do tego czasu będzie ona już gotowa). Tym razem swoją drugą i następne "kapsuły czasu" przygotuję znacznie staranniej niż tamtą w dzieciństwie. Mianowicie, zamiast butelki przygotuję ją zapewne w formie szklanego pojemnika o wysokiej wytrzymałości i precyzyjnie zamykanego. Narazie jeszcze nie wiem, czy będzie to szklany hermetyczny pojemnik specjalnie wykonany na moje zamówienie, czy też po prostu użyję w tym celu jakiś gotowy szklany pojemnik zakupiony w sklepie a potem zaklejony jakimś krystalicznym "super-klejem" oraz dla pewności obwiązany niekorodującem drutem np. z miedzi lub ołowiu. (Jeśli użyję pojemnika zakupionego w sklepie, wówczas zapewne będzie on miał formę prostokątnej szklanej maselniczki, albo też okrągłego słoika z dużym szklanym wieczkiem, typu używanego kiedyś na kompoty domowej roboty.) Kiedyś zgromadziłem kolekcję kilku srebrnych i złotych monet. Zakładam więc, że włożę do kapsuły co cenniejsze egzemplarze z tej swojej kolekcji. Ponadto włożę w nią rodzaj swojej "spuścizny", znaczy nie tylko opis historii swojego życia, ale także niektóre informacje istotne dla naszej cywilizacji, jakich za życia z różnych powodów nie byłem w stanie publicznie udostępnić.
       Osobiście tutaj również zachęcam, aby i czytelnicy przygotowali swoje własne "kapsuły czasu" oraz zakopali je gdzieś w publicznie dostępnym obszarze niedaleko Wszewilek. Wszakże nie tylko każdy z dzisiejszych mieszkańców Wszewilek może też przygotować sobie taką własną "kapsułę czasu", ale wręcz każdy z czytelników może także to uczynić - bez względu na to gdzie obecnie mieszka. Wszewilki zaś są doskonałym miejscem gdzie owe kapsuły czasu można powierzyć opiece naszej matki Ziemi. Wierzę również, że aż dla kilku powodów, kapsuł tych przyszłe generacje będą usilnie poszukiwały właśnie we Wszewilkach. Jeśli więc ktoś chce aby jego kapsuła została znaleziona w odległej przyszłości, powinien ją zakopać właśnie w jakims ustronnym i publicznie dostępnym miejscu z okolic Wszewilek.
       Kiedyś (około 1981 roku) byłem na wczasach rodzinnych przy jakimś polskim jeziorze. Zdaje się że było to w Lendyczku. Podczas pływania na rowerze wodnym przypadkowo znalazłem taką "kapsułę czasu" przygotowaną wiele lat wcześniej przez kogoś innego. Okazało się że woda ją skądś wymyła i przyniosła do owego jeziora. Owa znaleziona kapsuła nie zawierała nic szczególnego. Był to po prostu duży płat kory brzozowej włożony w pustą butelkę. Na korze była opisana historia jakiejś grupy obozowej sprzed wielu lat. Na przekór jednak owej niewielkiej zawartości tamtej kasuły czasu, stała się ona sensacją tamtego lata dla wszystkich turnusów owego ośrodka. Po tym jak kierownictwo ośrodka mi ją zarekwirowało, wszyscy wczasowicze ją czytali na kolejnych turnusach, często dyskutowali, oraz spekulowali co potem stało się z opisanymi na niej osobami. Warto o tym pamiętać. Wszakże jeśli samemu się przygotuje taką właśnie kasułę czasu, wówczas faktycznie dostarcza się komuś w dalekiej przyszłości podobnej uciechy czytania, dyskutowania i spekulowania na temat zawartości owej kapsuły, treści podanych tam opisów, oraz dalszych losów tego czy tych co kapsułę taką przygotowali. Ponadto, zapewne kapsuła ta wyląduje w miejscowym muzeum, a być może nawet jakiś historyk zrobi na niej swój doktorat.
       Faktycznie to w okolicach Wszewilek istnieją też już od dawna najróżniejsze stare kapsuły czasu. Wynikają one z losów tych ziem, jakie opisałem na odrębnych stronach o Wszewilkach i Miliczu.


Część E: Powołanie we Wszewilkach ośrodka (tj. gospodarstwa rolnego i darmowej restauracji) dla ochotników wypracowujących dla siebie totaliztyczną nirwanę:

      


#E1. Dlaczego totaliztyczna nirwana jest aż tak ważna, że powinny zostać stworzony specjalny ośrodek w którym ochotnicy mogliby sobie ją wypracowywać:

Motto: "Ludzie na Ziemi niepotrzebnie biedzą się nad wymyślaniem idealnego ustroju społecznego i idealnych praw. Bóg opracował je bowiem już kiedy stwarzał człowieka, zaś moralnie zaawansowane cywilizacje używają je od milionów lat. Ten idealny ustrój sprowadza się do ochotniczej pracy dla nirwany, zaś idealne prawa bazują na pedantycznym przestrzeganiu praw moralnych."

       W punkcie #D1 strony internetowej o totaliztycznej nirwanie, a także w punkcie #A2 odrębnej strony o politycznej partii totalizmu, wyjaśnione zostało szczegółowo dlaczego jest ogromnie istotne aby cywilizacja ludzka nauczyła się wypracowywać dla siebie stan nieustającej nirwany, oraz aby ochotniczą pracą dla uzyskania nirwany zastąpiony został obecny system wymuszania pracy poprzez zapłatę. (Tj. aby niedoskonałe ustroje społeczne wymyślone przez ludzi i bazujące na wymuszonej pracy dla pieniędzy, zastąpione zostały "ustrojem nirwanowym" danym nam przez samego Boga i bazującym na ochotniczej pracy dla nirwany.) Podsumujmy tutaj w wielkim skrócie to wyjaśnienie.
       Jak wykazują badania totalizmu, faktycznie to Bóg osobiście opracował dla ludzkości idealną formę ustroju społecznego, oraz zestaw idealnych praw, według których zgodnie z wolą Boga ludzie powinni żyć. Problem jedynie polega na tym, że Ziemia od tysiącleci znajduje się w mocy szczególnie paskudnych "przyjemniaczków", którzy nie pozwalają ludziom wdrożyć w życie ani owego idealnego ustroju, ani też owych idealnych praw. (W przeszłości owych "przyjemniaczków" nazywano "diabłami". Obecnie używamy wobec nich odmienną nazwę UFOnautów.) Generalnie rzecz biorąc, ów idealny ustrój opracowany dla ludzkości przez samego Boga opiera się na ochotniczej pracy wykonywanej na rzecz innych ludzi bez żadnego materialnego wynagrodzenia. Celem owej ochotniczej pracy jest bowiem wypracowanie dla siebie niezwykłej nagrody którą wyznaczył sam Bóg, a która nazywana jest nirwaną. Aby uzyskać ową nirwanę, ludzie ochotniczo muszą pracować fizycznie z wysokimi motywacjami, przeznaczając owoce swojej pracy dla dobra innych ludzi. Po uzyskaniu zaś owej nirwany przeżywają oni tak niewypowiedzianą szczęśliwość, że potem wcale nie jest im potrzebne jakiekolwiek wynagrodzenie materialne za pracę. Po prostu będą oni kontynuowali swoją ciężką pracę fizyczną dla dobra innych tylko za przyjemność utrzymywania się w stanie owej nirwany. Owe niezwykłe cechy nirwany powodują, że faktycznie w moralnie wysoko postawionych cywilizacjach nirwana zastępuje ziemskie pieniądze. (Przykładem takiej cywilizacji pracującej tylko dla nirwany, jest totaliztyczna cywilizacja której mieszkańców ludzie kiedyś uważali za "aniołów" opisanych na stronie o Bogu.) Stąd w takich cywilizacjach ochotnicza praca dla uzyskiwania nirwany staje się podstawą funkcjonowania całego społeczeństwa. W społeczeństwie takim przestają być potrzebne pieniądze. Ponadto, z uwagi na niemożność wypracowania nirwany jeśli ktoś postępuje niemoralnie, w takich społeczeństwach przestają być potrzebne także niedoskonałe ludzkie prawa - które tam zastępowane są przez tzw. prawa moralne. Owe prawa moralne stają się tam również fundamentem owego idealnego "ustroju nirwanowego" zaprojektowanego dla ludzi przez samego Boga.
       Niestety, zanim ludzie się nauczą ochotniczo wypracowywać dla siebie nirwanę, najpierw ktoś musi pokazać im jak to czynić. Pokazania tego można dokonać na dwa sposoby. Jednym z nich jest sposób wyjaśniony na stronie o politycznej partii totalizmu. Mianowicie, aby go urzeczywistnić partia totalizmu musi najpierw wygrać wybory. Jednym zaś z pierwszych posunięć po zdobyciu władzy byłoby uformowanie przez tą partię właśnie takich ośrodków w których ludzie uczyliby się ochotniczo wypracowywać dla siebie nirwanę. Drugi sposób polega na uformowaniu takiego ośrodka nauczania nirwany poprzez charytatywną działalność jakiegoś przemysłowca lub finansisty. Dlatego, gdyby mi osobiście udało się kiedyś np. zrealizować któryś ze swoich wynalazków, np. zbudować fabrykę ogniw telekinetycznych, wówczas z całą pewnością starałbym się ustanowić we Wszewilkach właśnie taki ośrodek nauczający ochotniczego wypracowywania dla siebie nirwany.


#E2. Jak taki ośrodek wypracowywania totaliztycznej nirwany by wyglądał i działał:

       Aby ochotniczo wypracować dla siebie nirwanę, konieczne jest ochotnicze wykonywanie ciężkiej pracy fizycznej której całe wyniki przeznaczane mają być dla dobra innych ludzi. Tylko bowiem jeśli wyniki swojej pracy altruistycznie przeznacza się dla dobra innych ludzi, jest się w stanie wygenerować w sobie poziom i rodzaj motywacji jakie są konieczne dla wypracowania nirwany. Dlatego gdybym to ja organizował we Wszewilkach taki ośrodek wypracowywania nirwany, wówczas w tym celu zakupiłbym tam jakieś spore gospodarstwo rolne, zaś przy byłym historycznym ryneczku Wszewilek (tj. niedaleko od przystanku opisywanego na tej stronie autobusu okrężnego) zbudowałbym nowoczesną kuchnię z czystą i apetycznie wyglądającą jadłodajnią. Następnie tak zorganizowałbym działanie owego gospodarstwa rolnego, aby ochotnicy którzy by tam się zgłaszali aby wypracować dla siebie nirwanę, zabezpieczali w nim nieustanną produkcję najróżniejszych smacznych produktów żywnościowych. Z kolei owa świeża i smaczna żywność produkowana w owym gospodarstwie byłaby przetwarzana w kuchni na smacze, pożywne i dobrze balansowane posiłki. Posiłki te byłyby potem serwowane za darmo w przylegającej jadłodajni do użytku wszystkich ludzi z całej okolicy. Każdy więc kto tylko czułby się głodny, lub kto zechciałby spróbować posiłków przygotowanych w ramach wypracowywania nirwany, byłby mile goszczony w owej jadłodajni, oraz traktowany tam poczęstunkiem tych szczególnie smacznych i pożywnych obiadów oraz innych posiłków, rozdawanych gratisowo każdemu kto tylko by do jadłodajni owej zawitał.
       Oczywiście, aby ochotnicy pracujący nad swoją nirwaną byli uwalniani od kłopotów i trosk dzisiejszego życia, owo gospodarstwo, kuchnia, oraz jadłodajnia, zaopatrzone byłyby dodatkowo w odpowiednią infrastrukturę wspomagającą wypracowywanie nirwany. I tak ochotnicy po przybyciu do owego ośrodka otrzymywaliby darmowe mieszkanie z pełnym umeblowaniem. Żywieni byliby darmowymi i smacznymi posiłkami podawanymi im w owej ośrodkowej jadłodajni. Ponadto otrzymywaliby za darmo odzierz, obuwie, narzędzia pracy, urządzenia rozrywkowe, oraz wszystko inne co byłoby im potrzebne dla wiedzenia szczęśliwego i spełnionego życia oraz dla koncentrowania się na wypracowaniu dla siebie nirwany. Ich pobyt w ośrodku początkowo byłby akceptowany na jeden rok. W przypadku jednak kiedy po owym roku tam pobytu faktycznie dany ochotnik mógłby się wylegitymować wypracowaniem dla siebie nirwany oraz wysoce moralnym zachowaniem, pobyt ten mógłby zostać przedłużony na następny rok, lub nawet na kilka lat.


Część F: Odbudujmy historyczny ryneczek Wszewilek:

      


#F1. Neo-romański kościółek z oddzielnie stojącą wieżą (m.in. widokową), hotel z restauracją, mall, oraz muzeum - czyli dzisiejsze odpowiedniki historycznych zabudowań ryneczka dawnych Wszewilek:

Motto: "Faktyczna i trwała zasobność, stabilność oraz szczęście powrócą do Wszewilek i Milicza, a także do innych okolicznych miejscowości, dopiero po tym jak Wszewilki odbudują swój historyczny ryneczek."

       W okolicach historycznego ryneczka Wszewilek stały kiedyś aż cztery budowle publicznego użytku. Było to: (1) stary romański kościółek z oddzielnie stającą przy nim wieżą dzwonową, (2) karczma, (3) spichlerz na zboże, oraz (4) piekarnia. Sam zaś ryneczek był pustym placem na jakim niemal każdego wieczora miejscowi rolnicy odbywali swoje wieczorne spotkania i pogawędki, który był obszarem cotygodniowych jarmarków dla sprzedarzy produktów rolnych, oraz na którym każdego roku odbywał się powtarzalnie słynny aż na kilka krajów jarmark koński. To właśnie na ów słynny jarmark koński przybył kiedyś do Wszewilek mój własny dziadek aż z Białorusi. To także na Wszewilkach jego doskonała znajomość koni tak urzekła pobliskiego właściciela ziemskiego, że wynajął on mego dziadka na swego koniuszego. Obecnie zarówno w miejscu owego placu-ryneczka, jak i w miejscach gdzie znajdowały się tamte budowle publicznego użytku, znajdują się jedynie głębokie wykopy w ziemi. Czas więc aby doły te ponownie zasypać ziemią, oraz aby pobudować nowoczesne odpowiedniki w miejscach gdzie kiedyś stały wszystkie owe budowle publicznego użytku. Wszakże "tylko kiedy dawny ryneczek Wszewilek zostanie odbudowany, powróci długoterminowa zamożność, stabilność i szczęście do mieszkańców całej tej okolicy".
       Oczywiście, w dzisiejszych czasach Wszewilki nie potrzebują już dokładnie takich samych budynków. Wszakże czasy karczmy czy śpichlerza na zboże już dawno minęły. Niemniej na ich miejsce warto wybudować budynki które będą je symbolizowały i zastępowały w nowoczesnej formie. Przykładowo, zamiast dawnej piekarni warto zbudować cały nowoczesny "mall" z supermarketem, restauracyjką, cukiernią, kawiarenką, piekarnią, bankiem, itp. Z kolei w miejsce śpichlerza warto zbudować nowoczesne muzeum które będzie uczyło, zabawiało i przyciągało odwiedzających. Karczmę warto zastąpić hotelem z własną restauracją i barem. Jedynie kościółek ja osobiście radziłbym celowo odbudować w stylu "neo-romańskim" tak aby dokładnie przypominał on swym wyglądem tamten historyczny kościółek Wszewilek który kiedyś stał na jego miejscu. Wszakże takie odtworzenie dawnego wyglądu owego kościółka będzie wysoce symbolicznym wyrazem zwycięstwa dobra nad owym złem które przez kilka ostatnich wieków umęczało Wszewilki, mieszkańców tej wioski, a także wszystkie inne